3 września 2011

Opieka zdrowotna

Akurat jest to temat "na czasie", bo rozchorowałam się niestety. Rzadko choruję, a jeśli już to rozkłada mnie na obie łopatki i ciężko przechodzę. Niestety musiałam skorzystać z tutejszego szpitala. Akurat pechowo rozchorowałam się w bayram (koniec ramazanu). W bayram ciężko coś załatwić, bo to jest święto i niby wszystko jest pozamykane. Zatem poliklinika w szpitalu publicznym w Famaguście była zamknięta, a lekarz w wiosce obok miał wolne i nie było go w punkcie medycznym. Niestety musiałam zatem skorzystać z Izby Przyjęć, bo domowe leczenie się nie przynosiło efektów. Unikam tutejszych szpitali państwowych jak ognia. Jest ich kilka, najstarszy znajduje się w Nikozji i nazywa się Dr Burhan State Hospital - przestrzegam przed tą placówką. Tam czas zatrzymał się w dniu otwarcia szpitala, czyli gdzieś w latach 70tych. Stary zdezelowany sprzęt, brudno, ciemno, łóżka stare, okropny zapach starego szpitala. Z tej placówki musiałam skorzystać tylko raz i po tym powiedziałam sobie, że to pierwszy i ostatni raz (mam nadzieję). Musieliśmy z mężem poddać się tam badaniu na tzw. anemię śródziemnomorską (talasemia, co to jest możecie poczytać tu), wynik badania był Nam potrzebny do ślubu. Nie wiem dlaczego trzeba się na to badać, nie wiem dlaczego ja musiałam , skoro nie pochodzę z tego rejonu geograficznego, więc nie mam tej choroby zapisanej w genach, a nie jest to choroba wirusowa? No cóż badanie było okropne, polegało na co prawda tylko pobraniu krwi, ale było to dla mnie traumatyczne przeżycie. Nie dość, że gdyby okazało się, że któreś z Nas jest chore nie moglibyśmy wziąć ślubu, to jeszcze warunki w jakich pobierano Nam krew były koszmarne. Niestety tylko ten szpital robi to badanie, wiec nie mogliśmy "uciec" do innego szpitala np. prywatnego. Poszliśmy się wtedy zarejestrować w poradni, która znajduje się na terenie szpitala, ale nie w jego głównym budynku. Przy rejestracji dostaliśmy 2 probówki do reki i kazano Nam przejść się do głównego gmachu szpitala i tam poszukać punktu poboru krwi. W międzyczasie za to badanie musieliśmy zapłacić 10 TL (ok. 20zl), wiec pierwsze nasze kroki skierowaliśmy do kas. Pani w kasie zabrała Nam te probówki, nalepiła na nich zwykły plaster (coś na kształt plastrów jakie były u nas w latach 80-90tych z odkręcanej szpulki), na którym napisała nasze imiona i nazwiska. Po zapłaceniu oddala nam fiołeczki i powiedziała gdzie mamy iść. Pokręciliśmy się przez kilka oddziałów z chorymi i na końcu korytarza była długa kolejka do pielęgniarki, która siedziała i pobierała krew zupełnie jak w fabryce przy taśmociągu. Miala założone rękawiczki, których nie zdejmowała. Przede mną było ze 20 osób i ani razu tych rękawiczek nie zdjęła, nie zmieniła na nowe. Powiedziałam mężowi, (wtedy narzeczonemu), ze ma jej powiedzieć, żeby zmieniła przy mnie na nowe. Pamiętam ten moment, zrobiła takie zdziwione oczy, zaczęła się wykłócać, że jak to, jej rękawiczki są czyste itp. Byla strasznie zła i z wielkim wyrzutem, ale zmieniła te rękawiczki na nowe, mówiąc coś pod nosem. Usiadłam i podałam jej lewa rękę, na której zrobiła zacisk używając w tym celu innej gumowej rękawiczki - strasznie to bolało. No a potem, jak mi ogóle wbiła, to zobaczyłam słońce i gwiazdy z orbity naszego księżyca, ból przeogromny, nie bałam się nigdy pobierania krwi, ale to było najgorsze w moim życiu - myślę, ze zrobiła to specjalnie, przez te awanturę o te rękawiczki. Nie wiem gdzie trafiła ta igła,czy w nerw czy w ścięgno, grunt, ze po pobraniu krwi, miejsce to mi spuchło, zrobiło się sine, przez 4 dni nie mogłam rosząc ręką, ani zginać, ani prostować, do tego nie mogłam utrzymać pustego kubka, bo miałam jakby zdrętwiałe palce, nie chciały mi się zginać. Po pobraniu krwi dostaliśmy cieple fiolki do raki i znowu ta sama drogę musieliśmy pokonać do tej poradni. Balam się, ze się tam czymś zarazimy, trauma straszna. Na szczęście wyniki były negatywne, wiec dostaliśmy papier ze szpitala, ze nadajemy się zdrowotnie do zawarcia ślubu. dla mnie to było coś śmiesznego, ze wynik badania krwi na jakaś choroba ma przesadzić o przyszłości dwojga ludzi? Nie wiem kto to wymyślił. Nie wiem czy w Turcji jest coś takiego? Po greckiej stronie wyspy też trzeba się badać przed ślubem? (to pytanie do tych, którzy czytają mojego bloga z południowej strony Cypru).
Nieco lepszym szpitalem  jest Famagusta State Hospital, nowszy, lepszy sprzęt, ALE niestety podobnie, brudny, podejście do pacjenta tragiczne, bez uśmiechu na tzw. "odczep się" albo z wielkiego przymusu. Jeszcze  2 lata temu był tam wysoki standard, czysto, ładnie, ale teraz widzę, ze im jakby przestało zależeć i robić się z tej placówki to samo co z Czasem czuje się tam jak w szpitalu gdzieś w kraju 3ego świata, brudno, nikt nie chce lub nie potrafi mówić po angielsku, wiec dogadanie się z kimkolwiek graniczy z cudem, do tego pobieranie krwi czy robienie zastrzyków odbywa się bez zakładania sterylnych rękawiczek, trzeba pilnować i patrzeć im na ręce. W zeszłym roku miałam problemy z nerkami, byłam m.in na pobraniu krwi i znowu ten sam problem, zakładanie rękawiczek. Pielęgniarka powiedziała, że jak mi się nie podoba, to mam wyjść, ale ona nie będzie zakładać rękawiczek, że albo usiądę i pobierze mi krew, albo mam sobie iść. Wstałam , wyszłam, poczekałam 30 min, była zmiana personelu i już za 2 razem, siostra te rękawiczki założyła na moje życzenie, ale jak pobrała mi krew, to je zdjęła i innych obsługiwała już bez, nawet dzieci. Gigantyczne kolejki, niby sa numerki, ale i tak dochodzi do kłótni i przepychanek zarówno na rejestracji, jak i pod gabinetami lekarskimi oraz w laboratorium. Porządku pilnują tam panowie, nazywam ich "kolejkarzami", bo to oni wydaja pisane na kartonikach numerki do laboratorium i nawołują wg listy, który nr ma teraz wejść.
Na Izbie przyjęć w szpitalu w Famaguście, czekałam 50 min na swoja kolej, chociaż nie było dużo pacjentów przede mną. Lekarka nie mówiła po angielsku, ani nikt z personelu, wiec mój mąż robił za tłumacza (jak zwykle zresztą). Dlatego korzystam ze szpitala prywatnego w Famaguscie. Zupełnie inny standard, jakbyśmy z podrzędnego hostelu trafili do hotelu 5 gwiazdkowego. Spokojnie każdy mówi po angielsku, lekarze mili, gabinety czyste i każdy zakłada rękawiczki. Bez stresu, bez obrzydzenia. Niestety za wizyty trzeba dość słono płacić - ok. 70 TL (ok. 140zł) do tego jeśli lekarz zleci badania w laboratorium trzeba za nie oddzielnie płacić. Natomiast za wizytę kontrolną nie płaci się nic.
Z mężem chodzimy jednak przy mniej istotnych dolegliwościach do szpitala państwowego, ponieważ jesteśmy ubezpieczeni i opiekę mamy za darmo, a wiadomo, że za zwykłe przeziębienie czy grypę nie warto płacić 70TL, dla Nas to dużo. Chociaż w zeszłym roku raz zdarzyło się, że za pobranie krwi kazano Nam zapłacić 20 TL (ok. 40zł), pamiętam, że wtedy rząd nie dopłacił czegoś do opieki zdrowotnej (był strajk)  i dlatego wprowadzono na jakiś czas opłaty za badania laboratoryjne. W każdym razie część lekarzy z prywatnych szpitali pracuje także w państwowych, jest to normalne, w prywatnych sobie dorabiają do pensji. Zdarza się trafić w państwowym na naprawdę dobrego lekarza, który się zaopiekuje i da serie potrzebnych badan.  Ja trafiłam na młodego doktora urologa z Turcji, który wyleczył mi nerki, z którymi borykałam się latami w Polsce, gdzie lekarze nigdy nic nie wiedzieli. Jedyny plus jaki tu zaobserwowałam i co mnie w sumie zdziwiło za pierwszym razem, to fakt, ze wyniki badan dostaje się od reki. Na RTG czekałam 2-3 minuty, przy dużej ilości pacjentów czeka się maksymalnie 10 min. Podobnie z wynikami krwi, moczu itd. Dostaje się za kilkanaście minut, lub po południu tego samego dnia. Pamiętam, ze w Polsce tak nie było. i chyba nadal nie  jest? Na wyniki musiałam czekać nawet kilka dni. Tu w każdym szpitalu czy to prywatny czy państwowy laboratoria są na miejscu, co skraca czas oczekiwania. Każdy wynik jest wpisywany do systemu komputerowego i dostajemy go w postaci wydruku z komputera, także nawet jeśli wynik zagubimy, możemy go zawsze odtworzyć.
Problem jest natomiast ogólny z rejestracja do szpitala. Mnie już rejestrowano 4 razy w szpitalu państwowym, źle wpisywano moje nazwisko panieńskie, a to literki poprzekręcano w moim imieniu. Ostatnia rejestracja nastąpiła teraz na Izbie Przyjęć, bo nie mogli znaleźć mnie w systemie. Zapewne jeszcze nikt nie zmienił mi nazwiska z panieńskiego na obecne, mimo, ze specjalnie byłam w szpitalnej rejestracji, zaraz po powrocie z Polski, żeby te kwestie uregulować, jak widać zastosowano tu metodę cypryjska czyli tzw "jutro, jutro". Mój mąż był również rejestrowany 2 razy, bo poprzekręcano jego nazwisko (a wcale trudne nie jest) i imię. Czasami dziwię się i zastanawiam, kto siedzi na tej rejestracji...? Jeszcze rozumiem moje dane łatwo przekręcić, bo nie jestem stąd, ale męża, który ma przecież tureckie imię i nazwisko i jeszcze w tym robić błędy?
Inna historia to poddawanie wszystkich rezydujących tu obcokrajowców (studenci, emeryci, małżonkowie bez obywatelstwa Cypru Północnego - jak ja, pracownicy zagraniczni) badaniom na choroby tzw. "cywilizacyjne", takie jak: gruźlica, HIV, Syfilis, Kiła, WZW itp. Badania są potrzebne do uzyskania wizy rezydenta. Niedawno wprowadzono zasadę, że bada się osoby do 65 roku życia co roku (przy każdym odnowieniu tejże wizy), a osoby starsze powyżej 65 roku życia, raz na 5 lat (bodajże). Badanie to możemy zrobić w każdym szpitalu, koszt jest taki sam 60TL (ok.120zl). Wynik badania krwi otrzymuje się po kilku dniach. Wcześniej trzeba poddać się próbie tuberkulinowej, która wykluczyć ma gruźlicę. Lekarz musi sprawdzić po kilku dniach jak zachowuje się blizna po zastrzyku i jeśli nie odbiega od normy, możemy iść na pobranie krwi na w/w wirusy. Wyniki są zawsze wydawane w zamkniętej kopercie, zamknięcie jest stemplowane stemplem placówki i podpisem wydającego. Nie wolno Nam jej otworzyć, prawo do otwarcia tej koperty ma wyłącznie urzędnik z wydziału imigracyjnego, gdzie dowiemy się czy dostajemy wizę czy deportacje, jeśli np któraś z tych chorób (a w szczególności HIV) będzie mieć wynik pozytywny. Kopertę musimy podać przy składaniu dokumentów, do tego czasu żyjemy w niepewności, szczególnie ja, bo boje się, ze zostanę zarażona przy pobieraniu krwi WZW C lub HIV, przez brak higieny w szpitalu i braku używania jednorazowych rękawiczek, dlatego unikam jak tylko mogę państwowych szpitali, a szczególnie pobierania tam krwi itp.
Zasada nr 1 - nie chorować, jeśli już to biec do szpitali prywatnych, ewentualnie zasada nr 2 - w państwowym szpitalu szukamy lekarza, młodego, który skończył medycynę w Turcji, a nie na wyspie (studia medyczne oferują prawie wszystkie tutejsze uniwersytety), będzie szansa na to, że będzie mówił po angielsku i fachowo się zajmie pacjentem, zasada nr 3 - prosić i wykłócać się o zmienianie i zakładanie przy Nas jednorazowych rękawiczek!!!
Zastanawia mnie jak tu się przeprowadza wszelkie operacje, też bez rękawiczek? A może ciągle w tych samych? Zgroza...strach pomyśleć jak to wygląda - oby nie było mi dane tego doświadczać. Ciekawa dla mnie jest postawa personelu, ich beztroska, czy nie zdają sobie sprawy, że przez nie zakładanie rękawiczek sami mogą siebie narażać, a nie tylko pacjentów? A może to cypryjskie lenistwo? Zastanawia mnie jak to jest z opieką zdrowotną w południowej części wyspy i w Turcji. Wiem, że mam czytelników, także z innych krajów. Opiszcie w komentarzach co sądzicie na ten temat i jak to u Was jest, jak to się odbywa. Może wywiąże się ciekawa dyskusja na ten temat?
Kończąc ten wpis życzę wszystkim moim czytelnikom dużo zdrowia !!! Obyście nigdy nie musieli korzystać z tutejszych i w ogóle wszelkich szpitali państwowych i nie tylko :)


4 komentarze:

  1. Horror...

    Ja bym się też bała, że mnie czymś zarażą podczas oddawania krwi do badania. W sumie nawet w Polsce już się parę razy zdarzało, że wybuchały afery, bo w jakimś szpitalu lub samochodzie do pobierania krwi zarażano ludzi wirusowym zapaleniem wątroby itp. (podczas pobierania krwi do badania lub honorowych krwiodawców). Koszmar.

    Zdrówka życzę!

    Sol

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Sol! Ja kiedyś myślałam, żeby zostać honorowym dawcą krwi, ale z moim niskim ciśnieniem było to raczej mało możliwe, a do tego właśnie...obawy przed zarażeniem WZW czy czymś innym.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też mam za słabą krew do oddawania (u nas to rodzinne, ocieramy się o anemię... ;)).

    PS. Mam sprawę, a jakoś nie mogę Twojego maila znaleźć w skrzynce, więc piszę tutaj.

    Otóż planuję artykuł... o blogerach. Tylko jeszcze nie wiem, gdzie go opublikuję, myślałam albo o wiadomosci24.pl, albo o swoim starym blogu, bo tam rzadko piszę (http://sol-monique.blog.onet.pl/), więc wreszcie miałabym o czym. To zależy od tego, jak długi mi ten artykuł wyjdzie i ile wypowiedzi blogerów uda mi się zdobyć. Jeżeli dużo, to opublikuję go zapewne na w24, bo tam miałby większą czytalność, co stanowiłoby dobrą reklamę dla blogów.

    Chcę napisać o ludziach, którzy piszą blogi o różnej tematyce i rozwijają w ten sposób swoje umiejętności pisarskie, fotograficzne itp. lub też na tym korzystają w różny sposób (znajdują pracę, dostają książki za recenzje, kosmetyki, ciuchy, organizują konkursy itp.). Twój blog uważam za interesujący i wart uwagi, więc chętnie bym o nim wspomniała w artykule. Z tego względu postanowiłam zapytać kilkanaście osób czy by mi nie napisały krótkich wypowiedzi o tym, jak zaczęła się ich przygoda z blogowaniem, jak wpadli na pomysł współpracowania z innymi firmami i wydawnictwami i czy w ogóle to robią czy też wolą pisać o swoich własnych książkach, wspomnieniach, doświadczeniach życiowych itp. i tak bardziej dla siebie, czy pisanie
    zabiera im dużo czasu, czy polecają innym taką formę wykorzystywania wolnego czasu, czy uważają, że to ich rozwija, czy mają w związku z tym jakieś plany na dalszą przyszłość, czy też to tylko sposób na nudę itp.

    Jeżeli byś chciała mi coś takiego napisać (wystarczy kilka-kilkanaście zdań o Twoim blogu), to byłabym wdzięczna.

    Wplotłabym to potem w tekst jako cytat i wyszłoby coś w rodzaju artykułu-reportażu. Dodam tam informacje wstępne ogólnie o czym piszesz bloga i zamieszczę tam również link, więc będzie to przy okazji jakaś reklama. W razie jakbyś chciała, to pisz na tego mojego maila: sol4me@o2.pl (tylko napisz w tytule maila ARTYKUŁ O BLOGACH).

    OdpowiedzUsuń