12 września 2011

Na tutejszym pogrzebie

Dzisiaj miałam okazję uczestniczyć pierwszy raz w życiu w tutejszym pogrzebie. Było to dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie. Zmarła daleka krewna mojego męża i pojechaliśmy dzisiaj na pogrzeb, który odbył się w południe. Nie za bardzo wiedziałam w co się ubrać, myślałam, że ceremonia pogrzebowa , odbywać się będzie w meczecie, dlatego zdecydowałam się ubrać stosownie do okoliczności: ciemne kolory i nie za bardzo "otwarcie", ze względu na szacunek do miejsca i samej zmarłej. Oczywiście problem pojawił się kiedy musiałam wybrać co założyć na głowę, z odkrytą głową nie należy wchodzić do meczetu, na cmentarz również. Szukałam i szperałam w zimowych rzeczach i znalazłam same małe szale i apaszki, ale kolorowe. Nie mogę przecież wparadować do meczetu na pogrzeb w turkusowej apaszce na głowie, albo w czerwonym szalu, jedyne czarne nakrycie głowy to moja zimowa czapka...trochę by wyglądało to idiotycznie, a już na pewno głowa by się ugotowała. Przeszukując szafy natknęłam się na czarny tiulowy szal dołączony do jednej z moich sukienek tzw "wyjściowych". Niewiele myśląc zabrałam go, no bo co innego?  Przez całą drogę, w samochodzie uczyłam się zdania, które powinna powiedzieć witając najbliższą rodzinę zmarłej: başınız sağolsun czyli nasze "wyrazy współczucia" pomiędzy sprytnymi sposobami zawiązania tego szala na głowie. Upał tragiczny, my ubrani w ciemne ubrania, buty...na cmentarzu prawie zero drzew.  Kiedy przybyliśmy było sporo już ludzi. Kręcili się miedzy zmarłymi, siedzieli na ławkach, rozmawiali ze sobą i...palili papierosy, rozmawiali przez komórki i wysyłali smsy...Jeśli chodzi o ubiór to rewia mody domowej, zero elegancji - miałam wrażenie , ze co poniektórzy przyszli w tym w czym wczoraj chodzili pol dnia po domu. Niektóre kobiety były bez nakryć głów, niektóre miały chustki, szale w kolorach dosłownie tęczy. To samo z ubraniem od białego, poprzez wściekły róż, aż do czerni. Zauważyłam, ze mężczyźni byli lepiej, bardziej stosowniej ubrani od kobiet, mianowicie czysta koszula i ciemne spodnie, chociaż nie zawsze długie.
Część osób, byli to wyłącznie mężczyźni znajdowało się w meczecie, przed którym na 3 białych wysokich stołach leżeli zmarli. W tym samym czasie były chowane 2 inne osoby, więc zmarła leżała wraz z nimi. Każdy zmarły miał swój osobny stół, pod którym rodzina i znajomi kładli małe wieńce ze sztucznych kwiatów. Żywe kwiaty były kładzione na zmarłych. Leżeli oni w ciemnozielonych skrzyniach, przypominających trumny bez pokryw. Zamiast tego byli przykryci ciemnozielonym suknem ze złotymi motywami - przypominało to z daleka małe dywaniki, które były przypięte do brzegów skrzyń, połyskującymi na złoto pinezkami. Sami zmarli byli wcześniej umyci w wodzie różanej, następnie owinięci i związani w białe płótno, następnie umieszczeni w tych skrzynio-trumnach.
Ceremonia pogrzebowa rozpoczęła się od wyjścia Imama z meczetu. Następnie, z tego co zrozumiałam, pytał się członków rodzin czy osoby zmarłe były dobrymi ludźmi, po potwierdzeniu Imam zaczął recytować odpowiednie wersety koranu w j.tureckim. Modlono się na stojąco, twarzą w kierunku zmarłych i Imama (przodem do meczetu). Jedyne arabskie słowa jakie wychwyciło moja ucho to kilkukrotne wypowiedzenie przez Imama Allah Akbar. Wtedy mężczyźni dotykali swoimi dłońmi końcówek uszu, kobiety nie wykonywały tego gestu. Dopiero później kiedy Imam znowu zaczął modlić się po turecku, wszyscy mu odpowiadali (były to dosłownie 2-4 słowa) mając wyciągnięte obie ręce przed siebie na wysokości piersi, a dłonie były zwrócone wewnętrzna częścią w górę. Po skończeniu modlitwy wyciągnięte wcześniej dłonie przykładali sobie do twarzy, jakby obmywali ją sobie np. wodą. Te gesty i słowa Allah Akbar powtórzyły się jeszcze kilkukrotnie, ale cała modlitwa nie trwała dłużej niż 15 minut. Następnie podjechały karawany i skrzynie ze zmarłymi zostały załadowane i wywiezione na miejsce spoczynku. Część osób szło za karawanem, a część, wsiadła w samochody i jechały za idącymi. Bulo to dla mnie dziwne, bo wydawało mi się, ze to nie wypada jeździć samochodem miedzy grobami, ale mąż powiedział, ze to Cypr, tu ludzie są mniej religijni niż w Turcji i tu także mało się przejmują czy wypada coś czy nie, podobnie jeśli chodzi o wspomniany przeze mnie ubiór i zachowanie się, które uznałam za brak szacunku, chociażby dla zmarłych (wspomniane palenie papierosów i wysyłanie smsów). Podczas tego marszu, niektórzy zatrzymywali się po wodę, która potem wylewali na grób. Gdy doszliśmy na miejsce, niektórzy zgromadzeni kończyli wypalać papierosa zapalonego ciut wcześniej. Imam spokojnie czekał na odśpiewanie modlitwy. Najpierw wyciągnięto skrzynię z karawanu i ustawiono ją przy wykopanym wcześniej głębokim dole. Dol niczym nie oszalowany, ot zwykły pusty dol. Mężczyźni, odpowiednicy naszych grabarzy, odpięli pinezki i zdjęli ciemnozielone dywaniki. Pod nimi okazało się ciało zmarłej całkowicie oplecione i obwiązane w białe płótno. Ciało zostało umieszczone na gołej ziemi w dole, następnie położono na nie betonowe płyty (podobno kladzie się tez drewniane), a na nie położono przezroczysta folie - dlaczego? nie wiem i mój mąż tez nie wie, po raz pierwszy się z czymś takim spotkał. Następnie chwycono za łopaty i zaczęto zakopywać grób. W tym momencie Imam zaczął śpiewać pieśń - modlitwę. Jednak nie obyło się bez cmentarnych "akcji". Pewna kobieta (nie z rodziny zmarłej), chyba jej znajoma, zaczęła głośno wypowiadać swój sprzeciw i krytykę, na temat sposobu grzebania ciała i nieudolności grabarzy, zaczęła się kłócić z ludźmi, ze w Turcji to się inaczej zmarłych grzebie, a tutaj nikt nie ma o tym pojęcia, przekrzykiwała nawet śpiewającego wciąż Imama. Myślałam, ze ktoś zwróci jej uwagę, ale niestety nikt tego nie zrobił. Obrażona odeszła na bok. Poczułam się dziwnie zniesmaczona tym wystąpieniem, spytałam męża czy tak zawsze jest na pogrzebach, powiedział mi wtedy, ze kobieta jest ewidentnie głupia i nie potrafi się zachować, ze to pierwszy taki pogrzeb na którym jest, gdzie dochodzi do takich incydentów.
Po zasypaniu grobu i Imam znowu wyrecytował coś z Koranu i zapadła cisza na minute. Potem ludzie oblali grób zmarłej woda i co ciekawe wetknęli po kilka dymiących kadzidełek indyjskich w ziemie na środku usypanej ziemi.
Po pogrzebie rodzina zmarłej powinna zaprosić uczestników na poczęstunek, który trwa minimum godzinę. Myśmy jednak nie pojechali na to spotkanie. Ja padałam na twarz od gorąca i ciemnych obrań (ciemnogranatowej bluzki z krótkim rękawem, długich ciemnych spodni, czarnego tiulowego szala zmyślnie zawiązanego na mojej głowie oraz czarnych balerinek bez palców), mąż "ugotował" sobie stopy w czarnych skórzanych krytych butach i ciemnych spodniach - gdybym wiedziała, ze ubiór ma najmniejsze znaczenie na pogrzebie obralibyśmy zupełnie inne stroje. Mój mąż jednak sądził, że pogrzeb będzie wyglądał jak w Turcji, z całą jego powagą i szacunkiem, a tutaj doświadczyliśmy zupełnie czegoś innego. 
Co mnie osobiście zaskoczyło podczas tego konkretnego pogrzebu? Na pewno to, że ceremonia nie była w meczecie (spodziewałam się, że będzie wewnątrz), oraz brak dobrego zachowania się na cmentarzu przez uczestników. Ponadto te indyjskie kadzidełka - po co? Podobno tego się nie robi na pogrzebie, no i oczywiście ta rewia mody - spodziewałam się stonowanych strojów, zakrytych głów u kobiet, a tymczasem było jak było...odebrałam to jak lekceważenie całego ceremoniału. A już szczytem wszystkiego była ta czepiająca się, kłótliwa baba(ubrana we wściekle różową bluzkę, długą szarą spódnicę i kolorową chustkę).  Spotkałam zmarłą raz, jak pojechaliśmy zaprosić ją i jej rodzinę na nasz ślub, pamiętam że wydała mi się bardzo miła, sympatyczna, była mną żywo zainteresowana, co wtedy było dla mnie nowością (zazwyczaj każdy kto wie, że nie znam tureckiego dosłownie "zlewa" mnie), a ona zadawała mi pełno pytań, była życzliwa i nawet na koniec dosalam od niej prezent w postaci 2 ręczniczków do rąk (mam je nadal). Kobieta ta potrafiła wywróżyć z fusów z kawy przyszłość z czego była bardzo znana i lubiana (nawet i mi wróżyła raz). Czytałam podczas odwiedzin u Niej, wywiad przeprowadzony parę lat temu z Nią przez lokalną angielską gazetę odnośnie jej życia i właśnie tego wróżenia. Spodziewałam się więc tłumów na pogrzebie, czy chociaż dziennikarza, ale było tylko ze 20 osób, z których znałam tylko 3. Trochę mi się zrobiło jej żal. Znało ją pół Nikozji, pomagała ludziom poprzez to wróżenie, a na pogrzeb przyszło tak mało.
 Jeszcze nie byłam na pogrzebie w Turcji, nie mam porównania, czy bardzo ten dzisiejszy różni się od typowych pogrzebów tam. Może akurat miałam "niefart" i uczestniczyłam w mało "typowym" pogrzebie? Niemniej jednak był to pierwszy pogrzeb tutejszy, jakby nie patrzeć muzułmański, który stał się dla mnie ciekawostką i zmusił mnie do rozmyślań na temat religijności turków cypryjskich. Widocznie co kraj to obyczaj, jak głosi mądre przysłowie. Mam nadzieję jednak, że następny pogrzeb, w którym być może będę kiedyś  uczestniczyć będzie bardziej poważny i bez dziwnych "atrakcji".
Na koniec wklejam zdjęcia typowego tutejszego karawanu z widoczną zieloną skrzynio-trumną. Zrobiłam je w zeszłym roku w Nikozji.  Wybaczcie jakość zdjęcia, ale robione komórką przez szybę naszego auta.


2 komentarze:

  1. Dziwny ten zwyczaj z kadzidełkami i wylewaniem wody... Ciekawe co to oznacza. Pewnie ma jakieś symboliczne znaczenie...

    Pozdrawiam

    Sol

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do kadzidełek to nie mam pojęcia, mąż spotkał się z tym po raz pierwszy...a jeśli chodzi o wodę, to jest to tradycja, ale co oznacza nie wiemy niestety.

    OdpowiedzUsuń