26 sierpnia 2011

O zwierzętach i stosunku do nich

Dzisiaj temat dla obrońców wszystkich zwierząt. Stosunek turków cypryjskich do zwierząt domowych i dzikich. Generalnie ja miłośniczka zwierząt, wychowująca się z różnej maści zwierzętami od kołyski, cierpię wielokrotnie widząc (na szczęście nie zawsze,) smutną rzeczywistość z jaką przyszło żyć tu zwierzętom. Nie dość, że upały, problemy z wodą do picia i cieniem - mało drzew ogólnie na wyspie - to niezbyt opiekuńczy właściciele. Na szczęście nie wszyscy są tacy. Jednak podejście do zwierząt w ogóle jest tu zupełnie inne niż w Polsce czy innych krajach Europy. Najgorzej jest na wsiach, w miastach lepiej, aczkolwiek wszędzie spotkamy hordy dzikich kotów, brudnych, pokaleczonych, głodnych, które nie dadzą Nam żyć podczas jedzenia na zewnątrz restauracji czy barów.Jest to typowy obrazek z jakim styka się turysta np. zwiedzając starą część Nikozji czy rynek w Famaguście. Podobnie jest w porcie w Kyrenii, jednak tam zaobserwowałam znacznie mniej dzikich kotów. 

 Dzikie koty z Nikozji
Ogólnie populacje dzikich zwierząt w miastach (koty, psy, myszy, szczury) likwiduje się przez podkładanie trutek w pokarmie. Trucizna jest jak najbardziej legalna, można ja tu kopic w sklepie wraz z rożną ilości ą i wielkością pułapek, łapek, lepów itp. To, że potem takie zwierze umiera w męczarniach i wykrwawia się na śmierć nikogo nie obchodzi, ważne, ze się kłopotu pozbyło. Bardzo często trutki rozkładane są po wsiach, dlatego psy na noc zamyka się w kojcach. Niestety najczęstszą ofiarą trutki na gryzonie, padają wygłodniałe koty lub psy brane przez obcokrajowców na spacer na smyczy czy luzem. Było wiele takich przypadków, opisanych przez gazety.
Na wsiach zwierzęta często są pozostawione same sobie, szczególnie te, z których nie ma jako takiego pożytku dla człowieka, na których nie da się zarobić, mowa o psach i kotach. Inny inwentarz gospodarski jest traktowany w miarę dobrze, jednak daleko od dobrych warunków, w których żyją np. u nas w Polsce. Nieliczne krowy trzymane są przez większość część roku w prowizorycznych oborach, które zazwyczaj składają się z 3 ścian i pseudo dachu, czasami jest tylko sam dach wsparty na słupach. Zwierzęta są brudne, nie wiem czy w ogóle myte w całości, nie ma automatycznych poideł, ani karmników. Wygląd takiej krowy w lecie jest różny: od ładnej zadbanej, aż po skrajnie wychudzoną, na której można z powodzeniem policzyć jej wszystkie kości. Zależy od dobrej woli właściciela i jego podejścia. Krowy trzymane są tu głównie na mleko i na mięso. Chyba tylko raz czy dwa widziałam wielką farmę krów, które trzymane są tam z przeznaczeniem wyłącznie na mięso. 
Najlepiej chyba mają się owce i kozy, które są wypasane cało rocznie, niektóre nawet samopas na tzw. półdziko, które trzeba zaganiać niczym jak w amerykańskim westernie z użyciem lin, psów, naganiaczy - chciałabym to kiedyś zobaczyć na żywo. Koza i owca to taki typ przeżuwacza, że zje wszystko, dlatego zawsze są najedzone, zadbane, w miarę czyste, chociaż nie strzyże się ich, nawet w upał owce chodzą obwieszone kilogramami wełny. Niejednokrotnie stada takie liczą od kilkunastu do kilkudziesięciu sztuk. Nie srogi im upał, brak wody i cienia, radzą sobie świetnie. Podobnie z drobiem, który drepcze sobie wokół domów lub w zagrodach, mają się dobrze, bo jedzą resztki zielone ze stołów i posiadają zadaszone kurniki czy woliery.

Kozy i owce w Karpaz

Najgorzej mają tu konie i osły, zarówno te gospodarskie, jak i dzikie. Jest tutaj bowiem, rezerwat dzikich osłów w Karpaz. Brak dostępu do świeżej wody często kończy się dla nich tragicznie. Niby są w rezerwacie rządowym, niby jest jakaś organizacja, która jest wspiera,  ale tylko dzięki wsparciu miejscowych z okolicznych wsi ,   którzy przywiozą im wodę i suchy chleb dają rade przetrwać najgorętszy okres roku. Rząd niestety nie robi nic, żeby polepszyć ich byt. 
 Dzikie osły w rezerwacie w Karpaz
Osły z gospodarstw i konie są trzymane głównie do jazdy wierzchem, rzadziej do prac polowych. Ewentualnie w przypadku koni trzymane są tez dla, w pewnym sensie prestiżu właściciela, chęci pokazania sąsiadom, że o "mam konia, jestem bogaty", lub dlatego, że lubią na konie sobie popatrzeć. Zwierzęta te bardzo potrzebują świeżej zieleniny, dostępu do wody pitnej, która pomaga im trawić, dużego, ogrodzonego wybiegu z cieniem. Obrazek konia i osła na typowej wsi cypryjskiej jest taki: zwierzę stoi w szczerym nie ogrodzonym polu, na łańcuchu przymocowanym do czegoś co ma przypominać kantar (ogłowie) lub do obroży założonej na szyję. Ów łańcuch, ewentualnie zastąpiony mocna taśmą z płótna tkanego grubo lub grubej liny jest przymocowany do kołka wbitego w ziemie i tak koń czy osioł chodzą w kółeczko na postronku bez możliwości jedzenia czego chcą i jak chcą. Straszny to widok, kiedy ów pseudo kantar jest opleciony dodatkowo łańcuchem, który wrzyna się w górna nasadę nosa. Kocham konie, jeżdżę na nich od kilku lat, dlatego  wszelkie kopytne są mi bardzo bliskie często taki widok jest dla mnie nie do zniesienia, kończy się moim płaczem i w głębi duszy chęcią zabicia takiego właściciela wałkiem od ciasta. Można mówić i tłumaczyć, ale chłop ze wsi, wlasciciel nie posłucha jakieś tam baby, ba  baby w ogóle nie posłucha, a już do tego obcej, która przyszła się wymądrzać na jego polu, on wie lepiej i koniec. 

 Osiołek na wsi
Mąż mówi, że gdybym mogla chyba wykupilabym wszystkie biedne zwierzęta od ludzi i trzymała je w domu - myślę, że gdybym była milionerką dawno by do tego doszło. Mentalność ludzi odnośnie zwierząt tu jest bardzo dziwna, nie wiem skąd się bierze, z ich nie wiedzy czy z lenistwa, a może z religii? Psów i kotów nie trzyma się w domach, bo są "brudne", można się od nich zarazić, bo mają na pewno "choroby i robaki" zatem miejsce jest ich poza domem. Oczywiście w Polsce tez trzyma się zwierzęta poza domem, lecz w godnych warunkach tu nie ma czegoś takiego. Psy jeszcze maja lepiej, ponieważ używają ich głownie do polowań, dlatego większość psów to rasowe psy gończe, trzymane w ciasnych kojcach po kilka sztuk, karmione raz dziennie wieczorami. Samice tych ras wykorzystywane są prawie wyłącznie do rozrodu, mają po jednym miocie za drugim, często po kilkanaście szczeniąt, które potem sprzedaje się za wysokie sumy. W wyniku ciągłego rozrodu suki  po kilku latach zdychają, a ich widok z wyciągniętym brzuchem do ziemi jest tragiczny. 
Kotów się nie karmi, koty maja jeść to co zapolują czyli, myszy, szczury, karaluchy, małe węże i inne robactwo - po to się kota trzyma w obejściu. Kot taki nigdy nie jest szczepiony, ani odrobaczany. Zazwyczaj widok jest  podobny do wspomnianej wyżej krowy: skora obciągnięta na kościach, infekcje oczu i uszu. Kolejny cios dla mnie w serce jako właścicielki psa i 2 uroczych kotów, które musiałam zostawić w Polsce. Koty tez samoistnie później dziczeją nie dają się pogłaskać, uciekają na metr, ale mimo tego trzymają się domostw, bo wiedza, ze coś zawsze uda im się tam znaleźć do zjedzenia.
Zwierzęta dzikie w sumie chyba maja lepiej, tutejsze lisy są pod ochrona, osły z rezerwatu tez, jest wiele gatunków ptaków, płazów i gadów. 

 Lis rudy (Vulpes vulpes) wieczorem.

Na ptaki poluje się kilka razy w roku - głownie na jesieni i na wiosnę. Reszta roku to tzw okres ochronny. Najbliższy czas polowań rozpocznie się we wrześniu. Będę za blokiem znowu słyszała wystrzały z broni. Poluje się z psami od 2 - 6 zależy od właściciela, jest to polowanie dla sportu, dla rozrywki, bynajmniej dla celów konsumpcyjnych. Polowanie przebiega od świtu do zmierzchu. Strzelać można do wron (bo niszczą plony), przepiórek, góropatw, frankolinów (ich populacja jest  dramatycznie niska i grozi im całkowite wyginięcie) , zajęcy i dzikich królików. Upolowane wrony wyrzuca się, bo nie podlegają przecież konsumpcji, jeszcze kilka lat temu za każdą głowę wrony płacono w nabojach, ptaki te są pozbawiane głów, a następnie wyrzucane po upolowaniu. 

Góropatwa skalna ( Alectoris graeca cypriotes, Harert)
Jest ograniczenie w samym polowaniu można ustrzelić tylko wybraną liczbę danego gatunku zwierząt.  Moj mąż  na szczęście nie poluje, jest wielkim przeciwnikiem polowań, ze względu na używanie broni i na los zwierząt, których co roku jest coraz mniej, jako policjant ma też wtedy dużo pracy, bo niekiedy na polowaniu dochodzi do bojek miedzy polującymi, kradzieży zdobyczy lub do nieumyślnego postrzału człowieka. Były już takie przypadki, kiedy to np. postrzelono zbierających na polu zioła i dziką herbatę.

Grzechem było stwierdzenie, że wszyscy Turcy cypryjscy to wyrodni gospodarze, nie umiejący zająć się w sposób godny i właściwy zwierzęciem. Są tacy, którzy zajmują się inwentarzem wzorowo, tak jak powinno być. Prawdziwych gospodarzy jest jednak dużo mniej.

Ze słyszenia i obserwacji wiem, że w Turcji  do zwierząt podchodzi się w o wiele bardziej "europejski", mniej drastyczny sposób, chociaż na wsiach podobno jest różnie. Niemniej jednak wydaje mi się, że chociażby pod względem żywieniowym jest im tam dużo lepiej. "Zielonka" występuje tu przecież tylko i wyłącznie w zimie i jest ciągły problem w lato z bieżącą wodą.

Na koniec osobista historia z happy endem:
Chyba w tym roku, a może to było w zeszłym? jechaliśmy na wieś do kolegi z pracy męża. Po drodze zauważyłam idące coś zygzakiem po drodze. Kazałam mężowi zjechać na bok i zatrzymać się. Okazało się, że to szczeniak wyżła, biały w bezowe łatki. Widok drastyczny - skóra i kości, ślady po biciu czymś ostrym na psyku - długie czerwone pręgi, pchły pełzające po karku i plecach.  Infekcja oczu - mega zaropiałe, ciekło coś też z nosa. To był wtedy sezon polowań, widocznie psina uciekła komuś z samochodu. Wtedy moja rozpacz sięgnęła zenitu,  wsadziłam ją do samochodu i kazałam odjechać. Po drodze minęliśmy dwa jeepy, być może wyskoczyła z jednego, a może ktoś ja wyrzucił z samochodu,  nie wiem i wtedy mnie to najmniej obchodziło. Powiedziałam mężowi: trudno - nie mogę jej w takim stanie zostawić. Psina bała się podejść do mnie, co chwile siadała, ogon podkulony cały czas, kiedy podeszłam i wyciągnęłam rękę, zsiusiała się ze strachu. W samochodzie nie mogła ustać więc leżała. Była skrajnie wycieńczona. Zawieźliśmy ją do tego kolegi. Pamiętam pół wsi się zleciało, część machało ręką, że "nic z tego nie będzie, żeby ubić." albo "nie dotykajcie, bo się zarazicie". Kolega męża, sam polujący, miał już wtedy 2 dorosłe wyżły w dużym kojcu. Jest to typ człowieka, który jest chyba fenomenem, kocha zwierzęta i na prawdę jest prawdziwym gospodarzem, który dba o swój inwentarz. Zaopiekował się sunią. Dostała bułkę namoczoną w mleku, połknęła w kilka sekund wszystko. Ustać na nogach nie mogła, pokładała się, przewracała, bała się ludzi, łapy jej się trzęsły. przy dłuższym staniu. Zanieśliśmy ją do kojca, oba dorosłe psy zaopiekowały się nią. Zaczęły ją lizać i wąchać. Odjeżdżałam stamtąd z czystym sumieniem wtedy do domu. Sunia z tego co wiem, ma się dobrze, kolega męża odżywił ją i kilka miesięcy później dał ją swojemu przyjacielowi, podobno bardzo dobry z niej pies. i przyjaciel jest bardzo zadowolony. Nie dziwie się, pewnie w ten sposób się sunia odwdzięcza za uratowanie jej życia.

6 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy choć smutny wpis...
    Ze swoich obserwacji mogę tylko dodać, że w Limassol na każdym kroku można spotkać dzikie koty. Dokarmiane są przez turystów, więc nie jest im chyba tak źle.

    Oprócz tego prawie codziennie rano jadąc do pracy widzę starszego pana stojącego na pobliskim parkingu swoim jeepem, dokarmiającego dziesiąki kotów zgromadzonych wogół niego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jak Ty kocham zwierzęta i ciężko mi było czytać niektóre fragmenty tego posta. Obrońcy praw zwierząt mieliby pełne ręce roboty... U nas na szczęście z tego co widzę jest trochę inaczej. W Marmaris i Icmeler jest mnóstwo bezdomnych kotów buszujących w śmietnikach. Ale też często widzę jak Turcy je dokarmiają - na ulicach, w restauracjach, na tyłach hoteli. Często też widzę jak je głaszczą, bawią się z nimi na ulicy. Psów bezdomnych chyba w ogóle nie ma. A jak już widzę kogoś z psem, to ten pies jest zawsze zadbany i kochany przez właściciela - widok naprawdę pokrzepiający i aż się ciepło na sercu robi :) Kozy i krowy też zadbane. Do naszego mieszkania od razu po tym jak się tu wprowadziliśmy przyszła kotka i rzecz jasna została z nami. Właścicielka naszego domu powiedziała, że ta bezdomna kotka przychodzi tu od kilku lat i przykleja się do tych, którzy akurat tu mieszkają. Co więc zrobiła właścicielka domu? Kiedyś odebrała jej poród, porozdawała w dobre ręce małe kotki, potem wysterylizowała naszą kotkę, chodziła z nią do weterynarza - z bezdomną, nie swoją kotką! Jak dla mnie super - tak powinno być. Kotka oczywiście jest z nami od dnia, kiedy przyszła pierwszy raz :) O polowaniach nic nie napiszę, bo brak mi słów. Jestem przeciwna i nie sądzę, żeby kiedykolwiek ktoś mnie do przekonał.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciężko mi się na duszy zrobiło przy czytaniu tego postu, chodź nie ukrywam bardzo ciekawie opowiadasz o zwierzętach, historia o znalezionym szczeniaku całkowicie mnie wzruszyła

    OdpowiedzUsuń
  4. Makabra. Przyznam, że czytałam wszystkich części dokładnie...nie chciałam się do końca rozryczeć.
    Wiem teraz też na pewno, że decyzja ( za Twoją namową nota bene ) zostawienia kotki w Polsce jest dobrą decyzją...

    OdpowiedzUsuń
  5. niestety w Polsce (mieszkam na wsi) też nie jest tak dobrze jak się wydaje

    OdpowiedzUsuń
  6. To bardzo nie dobre wieści... Na szczęście są tacy ludzie, którzy wiedzą jak trzeba dbać o zwierzęta. Polecam zapoznać się z Wypas owiec

    OdpowiedzUsuń